O miłości
Najczęściej zadawanymi pytami do Tarota są pytania o nasze związki, uczucia, miłość..i zdradę.
Nie ma recepty na udany związek dwojga ludzi, mogą być to tylko wskazówki...każdy związek jest inny, zmieniamy się my sami, zmienia się otaczająca rzeczywistość, nasze uczucia, oczekiwania, marzenia...
Dlatego Tarot każdemu odpowiada indywidualnie.
Często się zdarza, że rozkładam karty i widzę, że tych dwoje ludzi tyle łączy, szanują się, lubią, jest miłość, ale jest w Tarocie karta, która bardzo często pojawia się w kryzysowych sytuacjach w związku.
Ona mówi nam, że tu w naszym związku tylko wydaje nam się, że "coś" jest nie tak poukładane i odchodzimy za iluzją, że tam gdzieś znajdziemy uzupełnienie tego, czego nam brakuje, czasami odchodzimy uczuciowo, często fizycznie.
Zdarza się, że znajdujemy to czego nam brakowało, ale częściej nie znajdujemy, bądź łudzimy się tą nadzieją przez całe dalsze życie, burzymy ważny dla nas związek, a odbudowanie go często nie jest już możliwe.
Zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami w budowaniu zdrowego związku, to może pomóc innym w przemyśleniach na temat ich związków.
Postanowiłam umieścić w tym miejscu fragmenty książki Ericha Fromma "O sztuce miłości".
To moralitet... są tu rzeczy warte tego, żeby o nich pomyśleć, nawet w fotelu przy herbacie...
Polecam inną ważną książkę tego autora "Mieć czy być".
Erich Fromm jest uważany za jednego z najwybitniejszych i najwszechstronniejszych myślicieli XX wieku.
Jego prace poruszają ważkie problemy filozoficzne i społeczne współczesnej cywilizacji.
Zaprawdę, nigdy kochanek nie szuka,
nie będąc szukanym przez swą ukochaną.
Kiedy błyskawica miłości uderza w to serce,
wiedz, że miłość jest także w tamtym sercu.
Kiedy miłość Boga wzrasta w twoim sercu,
To bez wątpienia Bóg pokochał ciebie.
Dźwięku klaskania nie wyda jedna ręka
bez drugiej ręki.
Boska Mądrość jest przeznaczeniem i jej zrządzenie
każe nam kochać się wzajemnie.
Jest przeznaczeniem każdej części świata tworzyć parę
ze swą towarzyszką.
W oczach mędrców Niebo jest mężczyzną, a Ziemia kobietą;
Ziemia chroni to, co spada z Nieba.
Gdy Ziemi brak ciepła, to Niebo je zsyła;
gdy utraciła swą świeżość i wilgoć, Niebo je przywraca.
Niebo krząta się tak pilnie jak małżonek
dla dobra swej małżonki;
A Ziemia krząta się koło domu: dogląda porodów i niemowląt, które rodzi.
Uważaj Ziemię i Niebo za obdarzone mądrością,
bowiem spełniają pracę mądrych istot.
Jeśli ta para nie czerpie rozkoszy od siebie nawzajem,
to czemu szuka siebie jak para kochanków?
Jak - bez Ziemi - ma kwitnąć kwiat i drzewo?
Cóż wtedy dałaby woda i ciepło Niebu?
Jak Bóg włożył pragnienie w serce mężczyzny i kobiety po to,
by zachować świat przez ich związek.
Tak też zaszczepił każdej części istnienia
pragnienie innej części.
Dzień i Noc są pozornie wrogami, jednakże oboje służą jednemu celowi:
Kochają się wzajemnie, aby doskonalić
swe wspólne dzieło.
Gdyby noc nie obdarzała Człowieka bogactwem,
Wówczas Dzień nie miałby nic do rozdania.
Rumi
Czy miłość jest sztuką? Jeśli tak, to wymaga wiedzy i wysiłku.
A może miłość jest przyjemnym uczuciem, którego zaznanie jest sprawą przypadku, czymś, co zdarza się, jeśli człowiek ma szczęście?
Niniejsza książka opowiada się za pierwszym sposobem jej pojmowania, podczas gdy większość ludzi przyjmuje dzisiaj tę drugą interpretację.
Dla większości ludzi problem miłości tkwi w tym, żeby być kochanym, a nie w tym, by kochać, by umieć kochać.
Dlatego też główną sprawą jest dla niech to, jak zdobyć czyjąś miłość, co zrobić, żeby wzbudzić uczucie.
Drugą przesłanką, z której wynika pogląd, że o miłości niczego nie można się nauczyć, jest przekonanie, iż problem miłości to problem obiektu, a nie problem zdolności.
Nie należy się specjalnie dziwić, że w kulturze, w której przeważa orientacja handlowa i w której sukces materialny jest najwyższą wartością, stosunki w dziedzinie ludzkiej miłości podlegają temu schematowi wymiany, który rządzi rynkiem towarowym czy rynkiem pracy.
Trzecim błędem prowadzącym do przekonania, że w sprawach miłości nie można się niczego nauczyć, jest pomieszanie początkowego uczucia zakochania się ze stałym stanem kochania lub też, jak można by lepiej wyrazić "pozostawania w miłości". Jeśli dwoje ludzi, zupełnie sobie obcych, pozwala nagle, aby dzielący ich mur runął, i zaczyna czuć wobec siebie bliskość, to właśnie ten moment doznania jedności jest jednym z najbardziej radosnych, najbardziej podniecających doświadczeń w życiu.
Temu cudowi nagłego zbliżenia dość często pomaga połączony z nim pociąg albo też przezeń zrodzony pociąg fizyczny i jego zaspokojenie. Jednakże tego rodzaju miłość z samej natury jest nietrwałą.
Dwoje ludzi dobrze się poznaje, ich zażyłość coraz bardziej zatraca swój cudowny charakter, aż w końcu antagonizmy i rozczarowania, wzajemne znudzenie sobą zabija to, co jeszcze zostało z początkowego podekscytowania.
Pierwszy krok, jaki należy zrobić, to uświadomić sobie, że miłość jest sztuką, tak samo jak sztuką jest życie.
Miłość to działanie, a nie bierne doznawanie. Czynny charakter miłości można najogólniej określić zdaniem, że kochać to przede wszystkim dawać, a nie brać.
Co to znaczy dawać? Najbardziej rozpowszechnionym nieporozumieniem jest przypuszczenie, że dawać znaczy "wyrzekać się", że człowiek się czegoś pozbawia lub że się poświęca.
Jednakże najważniejszą dziedziną, w której człowiek może coś dać człowiekowi, nie jest sfera rzeczy materialnych, lecz ściśle ludzkich.
Co daje jeden człowiek drugiemu? Daje siebie, to, jest w nim najcenniejsze, daje swoje życie.
Nie musi to oczywiście oznaczać, że poświęca swoje życie dla drugiego człowieka, lecz, że daje mu to, co jest w nim żywe; daje swoją radość, swoje zainteresowanie, zrozumienie, swoją wiedzę, humor i swój smutek - wszystko, co jest w nim żywe i co ujawnia się i znajduje swój wyraz. W ten sposób, dając swoje życie, wzbogaca drugiego człowieka, wzmaga poczucie jego istnienia, wzmagając zarazem poczucie własnego istnienia. Nie daje po to, aby otrzymać; dawanie samo w sobie jest doskonałą radością.
Ale nie tylko w miłości dawać znaczy brać. Nie potrzeba chyba podkreślać, że zdolność do miłości pojmowanej jako akt dawania zależy od rozwoju charakteru danego człowieka. Zakłada ona bowiem osiągniecie wybitnie produktywnej postawy życiowej; człowiek o takim nastawieniu przezwycięża zależność, wyzwala się ze wszechmocy narcyzmu, z chęci wyzysku, z żądzy gromadzenia dóbr, a nabiera wiary w swoje ludzkie siły i odwagi, aby polegać na własnych siłach. Im bardziej brak mu tych cech, tym bardziej lęka się dawaniem siebie - a tym samym miłości.
Czynny charakter miłości - poza elementem dawania - ujawnia się w tym, że zawsze występują w niej pewne podstawowe składniki wspólne dla wszystkich jej form. Są to:
Troska, poczucie odpowiedzialności, poszanowanie i poznanie.
Miłość jest czynnym zainteresowaniem się życiem i rozwojem tego, co kochamy, Jeśli nie ma tego czynnego zainteresowania, nie ma miłości. Właśnie ten element miłości został tak pięknie wyrażony w Księdze Jonasza. Bóg rozkazał Jonaszowi udać się do Niniwy i ostrzec jej mieszkańców, że spotka ich kara, jeśli nie zaprzestaną żyć w grzechu. Jonasz uchyla się od zleconej misji, ponieważ lęka się, że mieszkańcy Niniwy okażą żal za grzechy i Bóg im wybaczy.
Jest on człowiekiem obdarzonym silnym poczuciem ładu i prawa, ale nie ma w nim miłości. Jednakże próbując ucieczki, dostaje się do brzucha wieloryba, symbolizującego stan izolacji i uwięzienia, jakie sprowadziły na niego brak miłości i solidarności. Bóg ocala go i Jonasz udaje się do Niniwy. Zgodnie z boskimi rozkazami wygłasza do jej mieszkańców kazania i następuje to, czego najbardziej się obawiał. Mieszkańcy Niniwy żałują swych grzechów, zawracają ze złej drogi, a Bóg przebacza im i postanawia nie niszczyć miasta. Jonasz jest ogromnie zagniewany i zawiedziony; chciał wymiaru "sprawiedliwości", a nie miłosierdzia.
W końcu znajduje pewne ukojenie w cieniu drzewa, które wyrosło za sprawą Boga, by udzielić Jonaszowi osłony przed słońcem. Skoro jednak Bóg sprawia, że drzewo usycha, Jonasz jest przygnębiony i z gniewem uskarża się Bogu. Bóg odpowiada: "Ty żałujesz bluszczu, na którymś nie robił aniś uczynił, aby wyrósł, który przez jedną noc urósł i za jedną noc zginął; a ja bym nie miał przepuścić Niniwie, miastu tak wielkiemu..." odpowiedź Boga daną Jonaszowi należy rozumieć symbolicznie. Bóg tłumaczył mu, że istotą miłości jest pracować dla czegoś i sprawiać, by rosło; że miłość i praca to rzeczy nierozłączne. Kocha się to, dla czego się pracuje i pracuje dla tego, co się kocha.
Troska i zainteresowanie prowadzą do następnego aspektu miłości, do poczucia odpowiedzialności. W miłości pomiędzy dorosłymi ludźmi dotyczy ona głównie psychicznych potrzeb drugiego człowieka.
Odpowiedzialność mogłaby łatwo przerodzić się w chęć panowania i posiadania, gdyby nie istniał trzeci składnik miłości: poszanowanie. Poszanowanie nie wypływa ze strachu czy z bojaźni; oznacza ono zdolność przyjmowania człowieka takim, jakim jest, zdawania sobie sprawy z jego niepowtarzalnej indywidualności. Poszanowanie oznacza pragnienie, aby drugi człowiek mógł rozwijać się i rosnąć taki, jaki jest. Chcę, aby kochana osoba wzrastała i rozwijała się dla jej własnego dobra i w sposób dla niej odpowiedni, a nie po to, aby mi służyć. Jeśli kocham drugiego człowieka, to czuje się z nim jednością - z nim lub z nią - ale takim, jaki jest, a nie takim, jakim ja bym potrzebował, aby był jako narzędzie moich celów.
Nie można szanować człowieka, jeśli się go nie pozna; troska i odpowiedzialność byłyby ślepe, gdyby nie kierowało nimi poznanie. Poznanie byłoby pozbawione treści, gdyby jego motywem nie było zainteresowanie.
Mogę na przykład wiedzieć, że ktoś jest zirytowany, nawet jeśli tego nie okazuje, mogę jednak znać tego kogoś lepiej; wówczas wiem, że jest niespokojny, zmartwiony, że czuje się samotny, że ma poczucie winy.
Wiem wtedy, że jego złość jest jedynie przejawem czegoś głębszego i zaczynam patrzeć na niego jak na kogoś, kto jest niespokojny i zakłopotany, to znaczy raczej jako człowieka cierpiącego niż złego.
Miłość nie jest zasadniczo stosunkiem do jakiejś osoby; jest postawą, pewną właściwością charakteru, która określa stosunek człowieka do świata w ogóle, a nie do jednego "obiektu" miłości. Jeśli dany człowiek kocha tylko jedną osobę, a jest obojętny wobec reszty swoich bliźnich, jego miłość nie jest miłością, lecz symbolicznym przywiązaniem. A jednak większość ludzi uważa, że miłość to sprawa obiektu, a nie zdolności.. Ludzie ci często sądzą, ze świadczy to o sile ich miłości, jeśli nie kochają nikogo poza "ukochaną" osobą.
Ponieważ nie dostrzegają, że miłość jest działaniem, siłą ducha, dochodzi się do przekonania, że wystarczy znaleźć właściwy obiekt - a potem wszystko potoczy się już samo. Pogląd taki da się porównać do stanowiska człowieka, który chce malować, a nie uczy się sztuki malarstwa, tylko twierdzi, że musi poczekać na odpowiedni obiekt, a potem, kiedy go znajdzie, będzie malował znakomicie. Jeśli naprawdę kocham jakąś osobę, kocham wszystkich, kocham świat, kocham życie. Jeśli mogę powiedzieć do kogoś "Kocham cię", muszę umieć temu komuś powiedzieć: "Kocham w tobie wszystkich, przez ciebie kocham świat, kocham też w tobie samego siebie.
Kochać kogoś to uruchomić i skoncentrować siły miłości.
Podstawowa afirmacja zawarta w miłości kieruje się ku ukochanej osobie stającej się wcieleniem najistotniejszych ludzkich cech. Miłość do jednego człowieka zakłada miłość do człowieka w ogóle.
Jeśli człowiek potrafi kochać w sposób produktywny, kocha również samego siebie; jeśli potrafi kochać tylko innych, nie potrafi kochać samego siebie.
Zakładając, że miłość samego siebie i innych w zasadzie się łączą, jak wyjaśnimy egoizm, który oczywiście wyklucza jakiekolwiek prawdziwe zainteresowanie bliźnim? Człowiek samolubny interesuje się wyłącznie sobą, chce mieć wszystko dla siebie, nie czuje żadnej przyjemności, dając, i nie potrafi brać. Na świat zewnętrzny patrzy jedynie z punktu widzenia osobistych korzyści; nie obchodzą go potrzeby innych, nie okazuje poszanowania dla ich godności i integralności. Nie widzi poza sobą nikogo; ocenia każdego i wszystko pod kątem przydatności dla siebie samego, jest generalnie niezdolny do miłości.
Czy nie dowodzi to, że zainteresowanie innymi i zainteresowanie sobą samym są nieuchronnie przeciwstawne? Byłoby tak, gdyby egoizm i miłość własna byłyby tym samym. Lecz założenie takie jest akurat błędem, który doprowadził do tylu mylnych wniosków.
Egoizm i miłość własna nie tylko nie są tym samym, ale są wręcz przeciwstawne. Egoista kocha siebie nie za wiele, ale za mało; w rzeczywistości nienawidzi siebie. Ten brak czułości i troski o siebie, który jest jednym z przejawów braku produktywności, sprawia, że egoista czuje się pusty i zawiedziony. Nieuchronnie staje się nieszczęśliwy i gorączkowo usiłuje ciągnąć z życia zadowolenie, którego osiągnięcie sam sobie uniemożliwia. Wydaje się, ze człowiek taki zbytnio dba o siebie, w rzeczywistości jednak dokonuje tylko bezowocnych prób, aby ukryć i jakoś zrekompensować niepowodzenia w pielęgnacji swojego prawdziwego ja.
Trudno o lepsze podsumowanie poglądów na temat miłości samego siebie jak słowa wypowiedziane przez Mistrza Eckharta: "Jeśli kochasz samego siebie, kochasz każdego tak, jak kochasz siebie. Jeśli kochasz innego człowieka mniej niż samego siebie, nie umiesz prawdziwie kochać siebie, jeśli jednak kochasz wszystkich jednakowo, włączając w to siebie, będziesz wszystkich kochał jak jedną osobę, a tą osobą jest zarówno Bóg, jak i człowiek. A zatem ten jest wspaniałym i prawym człowiekiem, kto kochając siebie, w ten sposób kocha wszystkich."
Przeciętny człowiek ma wyczucie procesów, jakie zachodzą w jego ciele; zauważa wszelkie zmiany albo nawet bardzo nieznaczny nawet ból;...
Znacznie trudniejszą jest sprawa, jest takie samo wyczucie psychiki, ponieważ wielu ludzi nie spotkało w życiu nikogo, kto by pod tym względem nie pozostawiał nic do życzenia. Uznają oni za normę psychiczną strukturę swoich rodziców, krewnych albo całej grupy społecznej, w której się urodzili, i póki się od nich nie różnią, uważają się za normalnych i nie interesuje ich obserwacja żadnych wewnętrznych zjawisk. Jest na przykład wielu ludzi, którzy nigdy nie widzieli kochającego człowieka albo człowieka mającego pełną niezależność, odważnego czy umiejącego się skoncentrować.
Jest zupełnie oczywiste, że aby móc wyczuwać samego siebie, trzeba mieć obraz pełnego zdrowego ludzkiego funkcjonowania - ale jak takie wyobrażenie zdobyć ma ktoś, kto nigdy nie miał w dzieciństwie, ani jako człowiek dorosły? Odpowiedź nie jest łatwa; ale pytanie wskazuje na bardzo krytyczny czynnik w naszym systemie wychowawczym.
Chociaż wpajamy wiedzę, zaniedbujemy tę gałąź, która jest najważniejsza w rozwoju człowieka: naukę, której może udzielać sama obecność dojrzałej, kochającej osoby.
W minionych epokach, i to zarówno w naszej kulturze, jak w Chinach czy Indiach, najwyżej ceniono człowieka o wybitnych walorach duchowych.
Jeśli chcę nauczyć się sztuki miłości, muszę dążyć do obiektywizmu w każdej sytuacji życiowej i wyczuwać te momenty, w których go zatracam. Muszę starać się dostrzegać różnicę miedzy moim wizerunkiem danego człowieka i jego zachowania zniekształconym przez mój narcyzm, a jego realną postacią, taką, jaka jest naprawdę, niezależnie od moich interesów, potrzeb i obaw. Zdobyć obiektywizm i rozumny pogląd na świat to przebyć połowę drogi do opanowania sztuki miłości, z tym jednak, że ma się to odnosić do każdego, z kim wchodzimy w kontakt. Gdyby ktoś chciał stosować obiektywizm jedynie wobec osoby kochanej i sądziłby, że może się z niego rozgrzeszyć wobec reszty świata, przekona się niedługo, że przegra zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku.
Praktykowanie sztuki miłości wymaga wiary.
Praktykowanie wiary i odwagi zaczyna się od drobiazgów codziennego życia. Pierwszy krok to zauważyć, gdzie i kiedy tracimy wiarę, zanalizować argumenty, jakie wynajdujemy dla jej utraty, zorientować się, w jakiej sytuacji zachowujemy się tchórzliwie, i znowu uświadomić sobie, jak się z tego tłumaczymy. Zrozumieć, jak każde sprzeniewierzenie się wierze osłabia człowieka i jak zwiększona słabość prowadzi do nowych sprzeniewierzeń, zamykając błędne koło. Wtedy człowiek zda sobie sprawę, że gdy w świadomości objawia się mu, że nie jest kochany, to w istocie w nim samym tkwi - zazwyczaj nieświadomy - lęk przed miłością.
Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń, oddać się całkowicie nadziei, że nasza miłość wywoła miłość człowieka, którego kocham. Miłość jest aktem wiary, kto ma mało wiary, ma mało miłości.
Wiara wymaga odwagi, umiejętności podejmowania ryzyka, a nawet gotowości zaznania bólu czy rozczarowania. Kto domaga się bezpieczeństwa i pewności jako najważniejszych warunków życia, nie może mieć wiary; kto obwarowuje się w systemie obrony, w którym środkami mającymi zapewnić bezpieczeństwo są zachowanie dystansu i posiadanie, czyni z siebie więźnia. Na to, aby być kochanym i kochać samemu, trzeba odwagi, uznania pewnych wartości za godne najwyższego zainteresowania oraz wytrwałości w ich kultywowaniu.
|